Moim marzeniem jest:

Wyjazd na Teneryfę

Beniamin, 14 lat

Kategoria: zobaczyć

Oddział: Lublin

Status marzenia: spełnione

Marzenie zostało spełnione dzięki pomocy

pierwsze spotkanie - poznanie marzenia

2021-08-12

Nikt z nas nie lubi czekać na coś, na czym mu bardzo zależy. Czas wówczas się dłuży w nieskończoność. Nam wolontariuszom tak właśnie dłużył się czas, w oczekiwaniu na spotkanie z naszym kolejnym marzycielem Beniem. Kiedy tylko stan zdrowia chłopca poprawił się, z wielką radością przeprowadziłyśmy pierwsze spotkanie online.

Benio jest uroczym, miłym chłopcem o wielu zainteresowaniach i ma głowę pełną pomysłów.

Na początku naszego spotkania  nieśmiałość jednak wzięła górę i w rozmowie chętnie pomagała Mama.

Nasz Bohater jest jednym z trójki rodzeństwa, ma starszą siostrę i młodszego brata, więc zawsze jest ktoś do pomocy i wspólnej zabawy. Od niedawna, w domu naszego Podopiecznego jest nowy lokator, śliczny mały szczeniaczek, czarny jak noc, który jest obiecanym prezentem dla 

chłopca, który dostarcza mnóstwa radości i nieoczekiwanych sytuacji wszystkim domownikom.  Benio razem z rodzeństwem sprawuje nad nim opiekę i doglądają by niczego mu nie brakowało.

W czasie rozmowy okazało się, że wielką pasją chłopca jest lepienie z plasteliny i dowiedziałyśmy się, że podczas pobytu w szpitalu Benio wylepił kilka kilogramów !!!!! tej masy, tworząc z niej  różne cuda.  Na naszą prośbę nasz Bohater pochwalił się swoją pracą i pokazał ulepionego stworka, który był dopracowany pod względem szczegółów i miał ruchomą szczękę, zamocowaną na druciku. Beniu, jesteśmy pełne podziwu dla Twoich zdolności.

Na koniec spotkania przeszłyśmy do najważniejszego pytania o marzenie. Jako, że Benio lubi Piratów z Karaibów, okazało się, że chciałby pojechać i zobaczyć egzotyczną wyspę. Wybór padł na Teneryfę, ponieważ są tam atrakcje  dla dzieci śladami Piratów. Taki wyjazd to na pewno masa niezapomnianych wrażeń i przygód,  dlatego z niecierpliwością czekamy na wspólny wyjazd.

Drogi Beniu, dziękujemy Ci za fantastyczne marzenie i liczymy, że czas oczekiwania na wyjazd będzie jak najkrótszy. 

Relacja: Edyta S.

spotkanie

2026-03-15

W połowie marca spotkaliśmy się w jeden z tych pierwszych, wyjątkowo słonecznych dni, które zwiastują już bliski koniec zimy. To właśnie wtedy my - Kasia, Ania i Tomek - ruszyliśmy wspólnie, by po długim oczekiwaniu w końcu poznać osobiście Benia. Gdy dojechaliśmy na miejsce, Marzyciel wraz z mamą czekali już na nas przed domem. Ponieważ widzieliśmy się pierwszy raz „na żywo”, zaczęliśmy od przedstawienia się, a Benio otrzymał od nas na przywitanie mały upominek. W progu domu poznaliśmy resztę rodziny: młodszego brata oraz starszą siostrę. Aby przełamać pierwsze lody, mama Benia poczęstowała nas gorącym rosołem - ta pyszna zupa natychmiast rozgrzała atmosferę i pozwoliła nam swobodnie porozmawiać.

Przy herbacie i kawie poznaliśmy Benia bliżej. Ten spokojny i niezwykle ciepły 14‑latek zaskoczył nas swoimi pasjami. Okazało się, że Benio prowadzi własną hodowlę patyczaków. Jednego z nich - dorodny okaz mierzący około 7 cm długości - przyniósł i dał do potrzymania Kasi. W pokoju Benia odkryliśmy więcej skarbów: kolekcję zwierząt z klocków LEGO, w tym dinozaura, antylopę i jelenia, oraz fascynujące owady i stawonogi zatopione w kryształach. Dzięki temu można je oglądać z niezwykłą dokładnością, podziwiając każdy detal budowy. Benio ma też niezwykły dar - ratuje rośliny. Pod jego opieką każda chora sadzonka odżywa i zaczyna pięknie rosnąć. To właśnie z tej miłości do ziemi zrodziło się jego wielkie marzenie: Benio chciałby mieć kiedyś własne pole, na którym uprawiałby pistacje lub ziemniaki. To dla niego niezwykle ważne, by móc w przyszłości patrzeć, jak owoce jego pracy wyrastają prosto z ziemi.

Jednak marzeniem, które Benio chciałby spełnić już teraz, jest wyprawa na Teneryfę. Chłopiec od dawna marzy, by po raz pierwszy w życiu polecieć samolotem tak daleko, zobaczyć tamtejszy ogród botaniczny, spotkać się z delfinami i stanąć u stóp potężnych klifów. Jeden z najsłynniejszych parków wodnych również znajduje się na liście „do zobaczenia” naszego Marzyciela. To pragnienie jest w nim bardzo żywe już od wielu lat. Nie bez znaczenia pozostaje też fakt, że właśnie na tej wyspie nagrywane były niektóre sceny „Piratów z Karaibów” - jego ulubionej serii filmów. Przemierzenie Teneryfy śladami Jacka Sparrowa to nie lada sprawa!

Pomimo niesamowicie miłej atmosfery pożegnaliśmy się z Beniem i jego rodziną z jasnym zadaniem do wykonania. Wyruszyliśmy w drogę powrotną, by zacząć organizować ten wyjazd marzeń!

Relacja: Tomasz W.

spełnienie marzenia

2026-05-21

Był taki czas dziwmy, czas nietypowy. Była mała sala, w niej łóżko i stolik. Było okno na świat… ten realny i ten wymarzony. Marzenia… któż z nas ich nie ma?! 

Benio po raz kolejny oglądał przygody ekscentrycznego Jacka Sparrowa. Seria po serii. Odcinek za odcinkiem. Szerokie wody, błękitne niebo, złote plaże, palmy i przestrzeń. Z zachwytem patrzył jak ten sprytny pirat walczy o odzyskanie ukochanej Czarnej Perły. Benio też walczył. Walczył o siebie, o swoje marzenia. Marzył, by tak jak Jack znaleźć się na otwartym oceanie. Poczuć promienie słońca na twarzy i wiatr we włosach. Dać unieść się fali. Wolność i beztroska – to był Jego cel.

Aż wreszcie, niespodzianie nadchodzi czas wyruszyć w drogę. Pakowanie, podróż nocą by o świcie zdążyć na „premierowy lot”. Spotykamy się na lotnisku. Beniaminowi towarzyszą mama Dominika i młodszy brat Mieszko. Jeszcze tylko check-in, security control, boarding - wszystko to dla Benia jest nowe, pierwsze, ekscytujące. Teraz można już wygodnie się rozsiąść na przydzielonych miejscach.

- Mam 3F!!! To przy oknie!!! :) - wesołe zawołanie syna wywołuje wzruszenie mamy. A to dopiero początek wyprawy inspirowanej przygodami niepokornego Pirata z Karaibów.

Wyjątkowy hotel w Puerto de Santiago. Z pokoju widok na ocean. Ciepły wieczór, rześka bryza, latarnie przełamujące zmrok ogarniający miasteczko. Na balkonie odcina się zarys dwóch sylwetek.

- Mamuś… ja bym mógł w nieskończoność patrzeć na tą wodę i słuchać szumu fal – szept chłopca rozlewa ciepło w sercu matki.

Po śniadaniu przyjeżdża Pan Paweł.

- Marzyciel gotowy?! Czas wyruszać ku przygodzie! Pierwszy, z wielu przystanków na dziś, Los Gigantes. A po drodze opowiem Wam o Wyspach Kanaryjskich, o wulkanach i ich wybuchach, o lawie i o tym skąd bierzemy wodę na Teneryfie. A także o innych ciekawostkach. 

Pan Paweł gładko snuje opowieść. Widoki zapierają dech w piersiach. Są tak różne od tego co Benio widzi na co dzień. Dopiero co był nad oceanem, na czarnej plaży. Teraz ma przed sobą formację Roques de Garcia ze słynnym Roque Cinchado (zwanym Maczugą). Kwitnące Tajinaste Rojo zachwycają swym niezwykłym urokiem i oryginalnością. Po drodze podziwiamy surowe piękno malpais. Szczególne wrażenie robi lavas cordadas (tzw. lawa sznurowa).

- Wow!!! Wylądowaliśmy na Marsie?! – oczy Benia błyszczą z zachwytu i emocji. Montaña Blanca - wulkan otoczony białymi polami pumeksu i czarnymi bazaltowymi głazami wywiera niesłychane wrażenie. W oddali rysuje się majestatyczny el Pico del Teide - najwyższy szczyt Hiszpanii, 3715 m n.p.m.

Droga wije się jak wstęga wśród górskiego masywu Teno. Najpierw wspinamy się, by następnie zacząć zjeżdżać w dół. Zakręty są coraz bardziej ostre, droga wąska, ograniczona skalną ścianą z jednej strony, z drugiej zabezpieczona murkiem. W dole widać ukrytą wśród zieleni malutką wioskę z tradycyjną kanaryjską architekturą. Masca jeszcze do niedawna niemal całkowicie odcięta od świata, przez wieki dawała schronienie przed najazdami rdzennym mieszkańcom wyspy. Ma też swoje legendy. Podobno wąwóz Barranco de Masca stanowił schronienie dla grasujących w tym rejonie piratów. A potarcie nosa na pomniku Don José Péreza Gonzáleza – niezwykle zasłużonego dla wioski alcalde - gwarantuje spełnienie najskrytszych, niewypowiedzianych marzeń. 

Z nieba leje się żar. Czerwony sok z kaktusa faktycznie rewelacyjnie gasi pragnienie i dodaje energii. Dokładnie jak w opowiadaniu Pana Pawła. Pozostałą chwilę poświęcamy na szybki przegląd suwenirów oferowanych przez lokalny sklepik. Beniowi najbardziej podobają się jaszczurki. I te w formie pamiątek i te żywe towarzyszące nam stale na szlaku przygody. Chłopcy naliczyli ich już ponad 100. 

Dzień pierwszy przygód dobiega końca. Powoli zbliżamy się do hotelu na zasłużony odpoczynek i ciepły posiłek. Jutro czeka nas nowe wyzwanie.

Siam Park - największy, najlepszy, najczęściej nagradzany i zdecydowanie najbardziej wyczekiwany przez Benia park wodny na świecie.

Przejazd do Costa Adeje nie zabiera nam dużo czasu. Szybko i sprawnie mijamy bramki oraz szatnię. Uzbrojeni w ochronę przeciwsłoneczną, zapas napojów, buty do wody, jesteśmy gotowi odkryć każdą atrakcję tego egzotycznego parku zaprojektowanego w stylu tajskim. A oferuje on wiele niezapomnianych wrażeń. Ekstremalnie szybkie wodne kolejki. Legendarną, niemal pionową zjeżdżalnię zakończoną przeszklonym tunelem pod akwarium z rekinami i płaszczkami. Ogromne ślizgawki lejowe, które zdają się ignorować prawa grawitacji. Jest tu również miejsce na relaks na jednej z najdłuższych leniwych rzek na świecie, płynącej pośród egzotycznych ogrodów i wodospadów. Wielka, piaszczysta plaża z imponującą sztuczną falą, wysepkami i gejzerami wodnymi to prawdziwe królestwo dla całych rodzin. Nieco tajemnicze zaginione miasto stworzone z myślą o najmłodszych amatorach wodnych przygód, przyciąga również tych starszych, a nawet całkiem dorosłych entuzjastów mokrych atrakcji.

Gdy pytam Benia, co najbardziej Mu się podoba: Mai Thai River? Lost City? Naga Racer? Volcano? Siam Beach? Saifa? Mekong Rapids? Coco Beach? Singha? Patong Rapids? …?

Przy każdej wymienianej przeze mnie atrakcji, Marzyciel kiwa głową i z rozbrajającym uśmiechem odpowiada:

- Tak!!! :) Najbardziej!!! Bawię się lepiej niż Jack na Tortudze!!! Dziś jest najlepszy dzień!!!

Oprócz wspomnień Benio zabiera ze sobą z tego dnia stylową czarną czapkę z logo Parku oraz pluszowego rekinka.

Jako niekwestionowany miłośnik wszelkiej fauny i flory, Benio w trakcie swojej eskapady po Teneryfie nie mógł pominąć Loro Parque – najokazalszego w Europie ogrodu zoobotanicznego. To magiczne miejsce przyciąga niezwykłą aranżacją i dbałością o detale. Każdy gatunek zwierząt ma tu swój odrębny świat oddzielony od sąsiada cudowną, bujną roślinnością. Siedliska zwierząt są tak zaprojektowane, aby odzwierciedlały ich naturalne środowisko życia.

Ranek wita nas słońcem na bezchmurnym niebie. Ten dzień również będzie bardzo ciepły. Jak dobrze, że do Puerto de la Cruz jedziemy wygodnym, klimatyzowanym autokarem. Loro Parque przyjmuje nas kojącym chłodem. Wszystko to dzięki obfitej roślinności, która zapewnia mnóstwo cienia. Sprytnie zaprojektowane alejki ogrodu sprawiają, że każdy zakręt kryje w sobie niespodziankę. Przed wizytą dostaliśmy kilka wskazówek, jak najlepiej wykorzystać czas spędzony w parku. Teren jest bardzo rozległy, oferta bogata i urozmaicona – jedna wizyta to za mało, by nacieszyć się wszystkimi przyjemnościami Loro Parque.

Zwiedzanie zaczynamy od obejrzenia pokazu lwów morskich. Zwierzęta te mają niesamowite poczucie humoru! Przezabawnie droczą się ze swoimi opiekunami jednocześnie puszczając oko do widowni! Rozbawieni udajemy się na poszukiwanie kompleksu Orca Ocean, po drodze zastanawiając się co zaprezentują nam gwiazdy Loro Parque. Widowisko jest spektakularne. Podczas pokazu poznajemy losy najsłynniejszej orki Morgan, historię jej cudownego ocalenia oraz codzienne życie w hiszpańskim ogrodzie. Dowiadujemy się, że obecność orek w Loro Parque przyczynia się do ochrony ich dzikich krewnych. Pionierskie analizy osobowości, dźwięków oraz zachowań wokalnych tych zwierząt pozwalają lepiej dostosować metody ochrony i opieki populacji żyjących w środowisku naturalnym.

Przed nami jeszcze pokazy delfinów oraz papug równie ciekawe i ekscytujące. Poza tym mamy do odwiedzenia Coral Kingdom, Planet Penguin, Acuario, Animal Embassy, Lion’s Kingdom, La Gruta, Aqua Viva i wiele, wiele innych małych światów, a każdy z nich w swoim niepowtarzalnym klimacie.

Atmosfera Loro Parque pozostaje z nami na długo po opuszczeniu tego cudownego miejsca. Benio zabiera na pamiątkę uroczego, glinianego caballito de mar oraz – jak żywą, choć też z gliny – loro.

Kolejny, bogaty w emocje dzień za nami! Pozostałą energię chłopcy rozładowują w przyhotelowym basenie. Zabawa jest świetna, towarzystwo doborowe. Beztroski śmiech Benia niesie się echem po całej okolicy. 

Nowy dzień, nowe wyzwanie! Dziś, zgodnie z życzeniem naszego Marzyciela, wypływamy w rejs crucero pirata na pokładzie statku Flipper Uno w poszukiwaniu delfinów i wielorybów. 

O czasie stawiamy się w porcie Los Gigantes w Santiago del Teide. Zaokrętowanie trwa… Kapitan Diego sprawnie mustruje załogę.

- Podnieść kotwicę! Postawić żagle! Wypływamy! Obierzcie kurs na horyzont!

Załoga umiejętnie manewruje opuszczając bezpieczne ramiona mariny. Dziób raźno rozbija fale. W mgnieniu oka znajdujemy się na pełnym oceanie. 

- Whales on the starboard side! - ostre zawołanie pierwszego oficera podrywa Benia z ławeczki. Wieloryby płyną równolegle z nami, co chwilę wynurzając się, by zaczerpnąć powietrza. Największy z nich, najbliżej chłopca, zaczyna uderzać płetwą o taflę wody, jakby chciał przekazać tajną wiadomość, przeznaczoną tylko dla naszego Bohatera.

Załoga Flipper Uno zaprasza na pyszną paellę con pollo. Kapitan serwuje ciekawostki z życia wilka morskiego. Z pokładów mijanych jachtów pozdrawiają nas inni pasażerowie. Nagle na bakburcie pojawiają się delfiny. Płyną całą rodziną. Dorosłe osobniki opiekuńczo otaczają młode. To niezwykłe przeżycie, móc zobaczyć te zwierzęta w ich naturalnym środowisku. 

Podpływamy do plaży Playa de Masca mając przed oczami potężny wąwóz Barranco de Masca, który jeszcze niedawno podziwialiśmy z góry. Dla chętnych jest czas na kąpiel w krystalicznie czystej wodzie zatoki Masca. Dla największych śmiałków - skoki do oceanu z pirackiej huśtawki!

W drodze powrotnej zachwycamy się majestatyczną panoramą monumentalnych klifów Los Gigantes.

Delfin z muszelek, którego Benio dostaje w prezencie od mamy, będzie już zawsze przypominał naszemu Marzycielowi ten piracki rejs.

Teneryfa to wyspa, a jak wyspa to musi być i plaża. Złota Playa de las Teresitas w San Andrés od pierwszego spojrzenia wprowadza w iście wakacyjny nastrój. Została stworzona dla mieszkańców Santa Cruz de Tenerife w podzięce za oddanie plaży miejskiej na rzecz rozbudowującego się portu. Miliony ton jasnego piasku, specjalnie sprowadzono z Sahary, co czyni tę plażę wyjątkową pośród oryginalnych, wulkanicznych wybrzeży wyspy. Dzień w takim miejscu – co tu dużo mówić - to sielanka!

Pani Monika parkuje pod naszym hotelem o umówionym czasie i wreszcie widzimy się po raz pierwszy na żywo. Okazuje się niezwykle sympatyczną i otwartą osobą, więc od razu przechodzimy na „Ty”. Ten dzień spędzimy razem, a cała wycieczka to wspaniały prezent od Teneryfa po Polsku dla naszego Bohatera wyjazdu. W drodze Monika bawi nas wieloma ciekawostkami z życia Wysp Kanaryjskich, nawiązując również do historii. Jej wiedza jest imponująca, a opowieści barwne. Genezę Playa de las Teresitas znamy właśnie od niej. Zdradza nam także legendę o słynnym piracie Cabeza de Perro. Szczegółów – pozwolicie - nie będę ujawniać, gdyż tym razem nie udało nam się odnaleźć tajemniczego skarbu ukrytego w … Bo jak wiadomo w każdej bajce jest ziarenko prawdy, a na Playa de las Teresitas są ich nawet miliony. :)

Rozbijamy obóz pod jedną z palm. Chłopcy od razu ruszają w kierunku oceanu. Specjalny falochron chroni zatokę przed wysokimi falami i silnymi prądami. Wybrzeże to jest bezpieczne i stwarza idealne warunki do kąpieli. Benio poddaje się ruchom wody, radośnie unosząc się na powierzchni. Na brzegu buduje fortecę z piasku. Biega, śmieje się w głos - czerpie życie pełnymi garściami!

Jedziemy jeszcze do Santa Cruz de Tenerife, aby zwiedzić Auditorio de Tenerife Adán Martín – unikalną architektonicznie operę w kształcie żagla – oraz Castillo Negro, zabytkową fortecę obronną z XVII wieku.

Czas spędzony na Playa de las Teresitas idealnie podsumowuje marzenie Beniamina. Dyplom Super Marzyciela, zielone balony na złotej plaży, przewodnik po Teneryfie i kalendarz z reprodukcjami miejsc, w których już był - prezenty od Teneryfa po Polsku - będą ożywiać w pamięci chłopca ten magiczny czas.

Wyprawa marzeń dobiega końca. Ostatnia atrakcja z listy życzeń została zrealizowana. Czy to oznacza koniec niespodzianek? Czas wracać do codzienności? Absolutnie NIE!!! Pamiętajcie, że MARZENIA MAJĄ MOC! Marzenia nie znają granic i nie wiedzą co znaczy „nie da się”.

- Beniu, podbiłeś już dwa z czterech żywiołów - ziemię i wodę. Chciałbyś dołączyć trzeci do kolekcji?

 

Za tak niezwykłe spełnienie marzenia Beniamina o wyjeździe na słoneczną Teneryfę, z całego serca dziękujemy Wszystkim, którzy przyczynili się do jego realizacji.

Dziękujemy wszystkim Darczyńcom oraz całemu zespołowi „Kolacji Marzeń” – dzięki Wam to spełnienie było możliwe.

Teneryfa po Polsku – dziękujemy za pomoc w zorganizowaniu wszystkich atrakcji, ściśle według listy życzeń Marzyciela, za udzielone rabaty, gratisy oraz prezenty. Poświęcony czas, profesjonalną opiekę na miejscu, życzliwość, zaangażowanie znacznie wykraczające poza standardową ofertę biura.

Itaka – dziękujemy za udzielone rabaty, miłą i profesjonalną opiekę Pani Karoliny.

Siam Park – dziękujemy za bezpłatne zaproszenie Marzyciela do skorzystania ze wszystkich atrakcji parku.

Loro Parque - dziękujemy za bezpłatne zaproszenie Marzyciela do zwiedzenia całego ogrodu zoobotanicznego

Flipper Uno – dziękujemy za bezpłatne zaproszenie Marzyciela na rejs w poszukiwaniu delfinów i wielorybów.

Ogromne podziękowania dla załogi lotu 5602! Dziękujemy za Wasze wielkie serca, czujną opiekę podczas lotu i fantastyczne wprowadzenie w świat lotnictwa, które na zawsze zostanie w pamięci Marzyciela.

 

Drogi Beniu, dziękujemy Tobie za piękne marzenie. Dziękujemy, że mogliśmy razem z Tobą doświadczyć radości spełnianego marzenia. Nie przestawaj marzyć!